
„Mamo, nie mogę cię zostawić samej”. Kiedy dorosłe dzieci stają się opiekunami swoich rodziców
Anna ma 55 lat. Pracuje, ma męża, dorosłe dzieci i własne problemy. Jej mama ma 82 lata. Jeszcze niedawno sama robiła zakupy, gotowała obiad i narzekała, że córka za rzadko dzwoni. Wszystko zmienił jeden upadek.
Telefon przyszedł rano.
Mama przewróciła się w łazience.
Szpital. Badania. Kilka dni niepewności. A potem zdanie lekarza, które zmieniło życie całej rodziny:
– Sama już nie powinna zostawać.
I nagle trzeba było odpowiedzieć na pytanie, którego nikt wcześniej nie chciał sobie zadać.
Co teraz?
Anna zaczęła przyjeżdżać przed pracą. Przygotowywała śniadanie i leki. Po pracy wracała zrobić zakupy, pomóc mamie się wykąpać, posprzątać mieszkanie.
Początkowo wydawało się, że to rozwiązanie na kilka tygodni.
Minęło pół roku.
Mama chodzi coraz gorzej.
Córka jest coraz bardziej zmęczona.
A końca tej sytuacji nie widać.
Ta historia jest przykładem, ale podobne scenariusze rozgrywają się dziś w tysiącach polskich domów.
I będzie ich coraz więcej.
Żyjemy dłużej. To wielki sukces. Ale ma również drugą stronę
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu znacznie mniej osób dożywało bardzo późnej starości.
Dziś medycyna potrafi leczyć choroby, które kiedyś znacznie szybciej prowadziły do śmierci. Lepiej kontrolujemy nadciśnienie i cukrzycę. Ratujemy ludzi po zawałach i udarach. Wymieniamy stawy. Stosujemy coraz skuteczniejsze leczenie onkologiczne.
To ogromne osiągnięcie.
Możemy żyć dłużej.
Ale dłuższe życie nie zawsze oznacza dłuższe życie w pełnej sprawności.
Człowiek może przeżyć wiele lat z ograniczoną możliwością poruszania się, następstwami udaru, chorobami neurologicznymi, zaburzeniami pamięci albo po prostu ze słabością wynikającą z bardzo zaawansowanego wieku.
I wtedy ktoś musi pomóc.
Czasem przez miesiąc.
Czasem przez rok.
A czasem przez pięć czy dziesięć lat.
Kto będzie się nami opiekował?
To pytanie będzie w Polsce padało coraz częściej.
Nasze społeczeństwo szybko się starzeje. Coraz większą część ludności będą stanowiły osoby starsze, w tym ludzie po osiemdziesiątym i dziewięćdziesiątym roku życia.
Jednocześnie rodziny są coraz mniejsze.
Kiedyś starszy człowiek mógł mieć kilkoro dzieci mieszkających w tej samej miejscowości.
Dzisiaj bywa zupełnie inaczej.
Jedno dziecko mieszka w Warszawie.
Drugie za granicą.
Rodzic został w małym mieście albo na wsi.
Dopóki jest samodzielny, wszystko jakoś działa.
Problem zaczyna się w dniu, w którym przestaje być bezpieczne pozostawienie go samego.
I wtedy cała dotychczasowa organizacja życia rodziny może rozsypać się w ciągu kilku dni.
Opieka zaczyna się niewinnie
Najpierw mama prosi:
– Kup mi przy okazji kilka rzeczy.
Potem:
– Zawieziesz mnie do lekarza?
Za kilka miesięcy trzeba już przygotowywać leki.
Potem pomagać w sprzątaniu.
Gotować.
Myć włosy.
Zmieniać pościel.
Pilnować rachunków.
Umawiać rehabilitację.
Załatwiać sprawy urzędowe.
W końcu może się okazać, że senior potrzebuje pomocy także przy wstawaniu z łóżka, korzystaniu z toalety, kąpieli czy jedzeniu.
To już nie jest „pomaganie mamie”.
To jest opieka długoterminowa nad osobą niesamodzielną.
I bardzo często wykonuje ją rodzina.
Bez przygotowania.
Bez doświadczenia.
Niejednokrotnie bez wystarczającego wsparcia.
„Przecież to twoja matka”
To jedno z najbardziej krzywdzących zdań, jakie można powiedzieć zmęczonemu opiekunowi.
Bo oczywiście, że to jego matka.
Oczywiście, że ją kocha.
Ale miłość nie powoduje, że człowiek przestaje potrzebować snu.
Nie sprawia, że można bez końca rezygnować z pracy.
Nie naprawia chorego kręgosłupa osoby, która kilka razy dziennie musi podnosić ważącego kilkadziesiąt kilogramów rodzica.
Nie usuwa stresu.
Nie płaci rachunków.
Nie sprawia też, że człowiek przestaje mieć własne dzieci, małżeństwo, obowiązki czy problemy zdrowotne.
Można bardzo kochać swojego rodzica i jednocześnie nie być w stanie samodzielnie zapewnić mu całodobowej opieki.
Jedno nie wyklucza drugiego.
Dziecko nie musi zostać pielęgniarką przez 24 godziny na dobę
W Polsce wciąż bardzo silne jest przekonanie, że opieka nad starym rodzicem jest wyłącznie obowiązkiem jego dzieci.
W praktyce najczęściej ciężar spada na jedną osobę.
Nierzadko jest to córka.
Kobieta mająca pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt lat, która sama jeszcze pracuje, pomaga swoim dzieciom, czasem zajmuje się wnukami, a jednocześnie zaczyna opiekować się osiemdziesięcio- lub dziewięćdziesięcioletnim rodzicem.
Takich ludzi nazywa się czasem pokoleniem kanapkowym – znajdują się pomiędzy potrzebami swoich dzieci a potrzebami starzejących się rodziców.
Tylko że człowiek nie może być odpowiedzialny za wszystkich bez końca.
Dlatego rozmowa o profesjonalnej opiece, opiekunce, rehabilitacji czy domu zapewniającym całodobową pomoc nie powinna być traktowana jak zdrada rodzica.
Czasem właśnie takie rozwiązanie jest najbardziej odpowiedzialną formą troski.
Najgorsze decyzje podejmujemy w panice
Wyobraźmy sobie inną sytuację.
Mama Anny ma 72 lata.
Jest zdrowa.
Samodzielna.
Jeździ na działkę, spotyka się z koleżankami, chodzi do lekarza sama.
I właśnie wtedy córka mówi:
– Mamo, chciałabym kiedyś spokojnie porozmawiać o tym, co mamy zrobić, gdybyś za kilkanaście lat potrzebowała pomocy.
Mama zapewne odpowie:
– Daj spokój. Jeszcze mnie nie chowaj.
To naturalna reakcja.
Nikt nie lubi rozmawiać o własnej niedołężności.
Ale może właśnie wtedy powinny paść najważniejsze pytania.
Co chciałabyś, gdybyś nie mogła już mieszkać sama?
Czy zgodziłabyś się na opiekunkę?
Czy chciałabyś zamieszkać z dziećmi?
Czy wolałabyś pozostać we własnym domu tak długo, jak będzie to możliwe?
Co sądzisz o domu opieki, gdyby kiedyś był konieczny?
Z jakich pieniędzy można byłoby finansować pomoc?
Gdzie są ważne dokumenty?
Kto powinien podejmować decyzje, jeżeli ty nie będziesz już mogła ich podejmować samodzielnie?
To są trudne pytania.
Ale jeszcze trudniej odpowiadać na nie w szpitalnym korytarzu kilka godzin po udarze.
„Nie oddawajcie mnie do domu starców”
Wielu rodziców mówi swoim dzieciom:
– Tylko nie oddawajcie mnie kiedyś do domu starców.
Dziecko obiecuje.
Bo jak mogłoby odpowiedzieć inaczej?
Ma 35 lat. Mama ma 60. Nikt naprawdę nie wie, jak będzie wyglądało życie za dwadzieścia pięć lat.
Tymczasem takie obietnice mogą później stać się ogromnym ciężarem.
Bo czym innym jest opieka nad osobą, która potrzebuje pomocy przy zakupach.
A czym innym opieka nad człowiekiem wymagającym nadzoru przez całą dobę.
Dlatego zamiast składać obietnice, których być może nie będziemy mogli dotrzymać, lepiej powiedzieć:
„Zrobię wszystko, żebyś miał dobrą, bezpieczną i godną opiekę.”
To jest obietnica, którą naprawdę warto złożyć.
Starość kosztuje więcej, niż nam się wydaje
Gdy myślimy o emeryturze, zastanawiamy się zwykle, czy wystarczy pieniędzy na jedzenie, mieszkanie i leki.
Znacznie rzadziej myślimy o cenie niesamodzielności.
A ta może być bardzo wysoka.
Rehabilitacja.
Środki higieniczne.
Łóżko rehabilitacyjne.
Materac przeciwodleżynowy.
Wózek.
Chodzik.
Dostosowanie łazienki.
Podjazd.
Transport medyczny.
Opiekunka.
Pomoc kilka godzin dziennie.
A w najtrudniejszych przypadkach – opieka całodobowa.
Dla wielu rodzin są to kwoty przekraczające ich możliwości.
I właśnie wtedy pomoc innych ludzi może mieć ogromne znaczenie.
Czasem zbiórka pozwala człowiekowi zostać we własnym domu
Pomoc seniorowi nie zawsze oznacza zbieranie pieniędzy na kosztowną operację.
Czasem potrzebą jest coś znacznie bardziej codziennego.
Kilka miesięcy rehabilitacji po udarze.
Zakup specjalistycznego łóżka.
Przystosowanie łazienki tak, aby starsza osoba mogła się bezpiecznie umyć.
Sfinansowanie opiekunki.
Zakup sprzętu umożliwiającego wyjście z mieszkania.
To może być różnica pomiędzy całkowitą zależnością a zachowaniem części samodzielności.
Między zamknięciem w czterech ścianach a możliwością wyjścia na spacer.
Między wyczerpaniem całej rodziny a sytuacją, w której ktoś na kilka godzin dziennie przejmuje część opieki.
Jeżeli pomoc finansowana jest przez darczyńców, szczególnie ważne są jednak jasne zasady.
Darczyńca powinien wiedzieć, komu pomaga, jaka jest sytuacja tej osoby, na co potrzebne są środki i jak zostaną wykorzystane.
Pomoc osobie starszej nie może oznaczać odbierania jej godności.
A proszenie o wsparcie nie powinno oznaczać budowania przekazu opartego na poniżaniu, epatowaniu cierpieniem czy szantażu emocjonalnym.
Można pomagać skutecznie i jednocześnie z szacunkiem.
Najważniejsze pytanie może dotyczyć jednak nie naszych rodziców
Czytając ten tekst, większość z nas myśli:
„Co będzie z moją mamą?”
„Co będzie z tatą?”
Ale spróbujmy zadać sobie inne pytanie.
Co będzie ze mną?
Jeżeli mamy dziś 40, 50 albo 60 lat, istnieje duża szansa, że sami dożyjemy wieku, w którym będziemy potrzebowali pomocy.
Czy powiedzieliśmy naszym dzieciom, czego chcemy?
Czy mamy plan?
Czy odłożyliśmy pieniądze?
Czy wiemy, kto mógłby nam pomóc?
Czy bylibyśmy gotowi przyjąć obcą osobę do własnego domu?
Czy zgodzilibyśmy się kiedyś przeprowadzić?
To nie są przyjemne pytania.
Ale starość nie przestanie istnieć tylko dlatego, że nie chcemy o niej rozmawiać.
Nie czekajmy na telefon ze szpitala
Być może nasi rodzice są dzisiaj całkowicie samodzielni.
Niech tak pozostanie jak najdłużej.
Być może jeszcze długo nie będą potrzebowali żadnej pomocy.
Ale właśnie teraz jest najlepszy moment na rozmowę.
Nie po upadku.
Nie po udarze.
Nie wtedy, gdy ktoś przestanie rozpoznawać najbliższych.
Teraz.
Przy kawie.
Bez pośpiechu.
Można zacząć od jednego prostego zdania:
– Mamo, tato, chciałbym wiedzieć, czego wy sami chcielibyście, gdybyście kiedyś potrzebowali naszej pomocy.
To może być trudna rozmowa.
Może pojawić się żart.
Złość.
Zmiana tematu.
„Jeszcze mnie nie chowajcie”.
Ale warto do niej wrócić.
Bo troska o rodziców nie zaczyna się w dniu, kiedy przestają sobie radzić.
Zaczyna się wtedy, kiedy jeszcze możemy spokojnie zapytać ich, jak chcą żyć, gdy nadejdzie starość.
A może jest jeszcze jedno pytanie, które powinniśmy zadać również sobie:
Kto zaopiekuje się nami, kiedy to my przestaniemy być samodzielni?







