Z Ireną Barszczewską, pielęgniarką oddziałową Kliniki Ortopedii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, sekretarzem Fundacji Zbieramy Razem w Gdańsku rozmawia Tadeusz Tomasz Gruchalla - Dziś to bardziej powołanie, niż zawód. Tak uważam, gdy uświadomię sobie, że przedmiotem pracy pielęgniarki jest drugi człowiek, najczęściej zagrożony chorobą…

- Jeśli ktoś nie odczuwa powołania, to lepiej, by zmienił pracę. Mówię to otwarcie, bo nie produkujemy mebli i nie lepimy pierogów. Kontakt z osobą dotkniętą tak trudnym doświadczeniem jakim jest choroba wymaga wielu umiejętności i odpowiednich predyspozycji.

- Pielęgniarka uczestnicząca w procesie leczenia nie ma decydującego głosu w sprawach pacjenta, mimo że to właśnie ma z chorym najczęstszy kontakt?

- Pielęgniarka nie tylko wykonuje czynności pielęgnacyjne, ale też stwarza odpowiednią atmosferę. Atmosferę sprzyjającą właśnie nawiązaniu kontaktu z chorym. Jak odnaleźć się w tej roli? We współczesnej opiece zdrowotnej dąży się do wypracowania określonego modelu interakcji. Obecnie kontakty między pielęgniarką i lekarzem, które bezpośrednio przekładają się na kontakt z chorym, funkcjonują jako model autokratyczno-paternalistyczny – jest to model czysto formalny skupiający się na ustaleniu zadań i ich wykonaniu. Natomiast wypracowanie drugiego modelu – określanego jako model partnerski ma w swoim założeniu być zorientowany na pacjenta.

- Na ustalenia indywidualnego procesu leczenia ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb pacjenta?

- Przede wszystkim. W modelu tym pielęgniarka ma swoje szczególne miejsce i zadanie. Jest pośrednim ogniwem między lekarzem, a pacjentem. Realizując proces leczenia wyznaczony przez lekarza jest otwarta na sukcesywnie zgłaszane przez chorego potrzeby. W trakcie realizacji procesu leczenia na bieżąco analizowane są potrzeby pacjenta i podejmuje się trud wychodzenia im na przeciw. Taki model zakłada działanie pielęgnacyjno-terapeutyczno-lecznicze – działanie w tych trzech wymiarach przyczynia się do poprawy jakości życia chorego i ma pozytywny wpływ na sam przebieg procesu leczenia.

- A rola pacjenta?

- W modelu partnerskim nieodzowna jest rola pacjenta, jest on ogniwem centralnym a podmiotami interakcji są lekarz i pielęgniarka. Komunikacja pomiędzy lekarzem, pielęgniarką i chorym ma charakter trójstronnego porozumienia. Takie postępowanie ma ponadto drugi pozytywny aspekt – pozwala on na przemianę medycznego zespołu terapeutycznego w zespół społeczny – a ten z pewnością jest bliższy człowiekowi.

- Ale pacjent oczekuje czegoś więcej…

- Pacjent oczekuje od pielęgniarki, aby poza wykonywaniem zaleconych czynności pielęgnacyjnych, potrafiła odczytać jego stan psychiczno-duchowy. Aby swoją postawą spowodowały, że pacjent zdecyduje się nawiązać z nią kontakt. Jednak sama postawa otwartości pielęgniarki wobec pacjenta nie wystarczy. Trzeba umieć podjąć zainicjowany przez chorego kontakt i odpowiednio nim pokierować. Tak, aby się rozwijał i służył jako pozytywna postawa pacjenta wobec choroby.

- To istota opieki medycznej?

- Umiejętność komunikowania się pielęgniarki z chorym człowiekiem jest istotą opieki medycznej. Ale ważne jest również umiejętne porozumiewanie się z rodziną chorego, wprowadzenie ich w proces pielęgnacyjny, pokazanie jak ważna jest ich rola w czasie trwania choroby. Podstawą kontaktu pielęgniarki z chorym jest ocena psychicznego stanu chorego. Nie zawsze chory wyraża to co czuje. Postawa chorego jest dla pielęgniarki pierwszym komunikatem jaki chory podaje, pacjent milczący również „mówi”, pokazuje, że konfrontacja ze światem zewnętrznym jest bolesna, wstydliwa, upokarzająca, rodzi niepowodzenia, ból.

- Jak umieć znaleźć się w tej trudnej sytuacji?

- Jest kilka takich głównych zasad. Na pewno szanuj milczenie chorego i nie przełamuj na siłę jego zamknięcia, uporu w milczeniu. Nie prowokuj na siłę kontaktu słownego – to spowoduje jeszcze większe zamknięcie się na rozmowę. Chory milcząc ucieka być może w „swój” bezpieczny świat bez cierpienia. Na pewno trzeba to szanować. I niezależnie od tego, czy spełnia twoje oczekiwania czy nie – okaż mu życzliwość i troskę, nie okazuj niezadowolenia z jego nieustannego milczenia. Stale pokazuj mu jak bardzo ci zależy na kontakcie z nim. Zawsze bądź gotowy do współpracy z nim. Jeżeli chory przyjmie postawę milczenia jako sposób na walkę z chorobą – wspieraj to. Inicjatywa nawiązania kontaktu z pielęgniarką zawsze powinna wyjść ze strony chorego i jego rodziny, to chory decyduje o co pyta i co chciałby wiedzieć.

- Mówienie prawdy choremu, to święta powinność pielęgniarki?

- Możliwość mówienia o swojej chorobie i świadomość, że jest się wysłuchanym i rozumianym, jest podstawą poczucia chorego, że nie jest odrzucony, wyobcowany ze społeczeństwa. Na pewno należy wskazać na szczególną sytuację rozmowy z chorym umierającym. Kiedy to pacjent wie, iż czeka go już tylko cierpienie i śmierć. O niekorzystnym rokowaniu wie również rodzina.

- Jest to szczególna rola pielęgniarki w byciu przy chorym, który stawia pytania typu: „Dlaczego ja?”, „Co jest potem, co jest po śmierci?”, „Co się stanie z najbliższymi?”

- Aby umieć odnaleźć się również i w tej, wcale przecież nie rzadkiej sytuacji w szpitalu, pielęgniarka powinna wiedzieć o sposobie przekazywania informacji pacjentowi. Diagnozę, jak i dalsze rokowanie w chorobie przekazuje pacjentowi bezpośrednio lekarz. Jednak dąży się do modelu partnerskiego w relacjach lekarz-pielęgniarka-chory. Rola pielęgniarki w takiej sytuacji, jaką jest przekazanie informacji na temat choroby pacjentowi i jego rodzinie jest wprost nieoceniona. Bowiem to właśnie pielęgniarka pozostaje przy chorym, gdy lekarz przekazał wiadomość. To pielęgniarka, widzi kolejne reakcje na diagnozę, obserwuje też zachowanie rodziny wobec pacjenta podczas odwiedzin.

- Trudne zadanie…

- To też cząstka naszej pracy. Należy dostosować język do poziomu pacjenta, nie używać skomplikowanych pojęć medycznych – mówić językiem rzeczowym, ale przystępnym. Należy pozwolić choremu wyrazić swoje zdanie, które bardzo często dotyczy lekarza i pielęgniarek, a nierzadko skupia się na oskarżaniu o nieumiejętność leczenia i barku kompetencji. Zasadą jest okazać współczucie i zrozumienie, nigdy nie wolno dla poprawy samopoczucia stwarzać pacjentowi nierealnych nadziei. Powinna zwrócić uwagę na odpowiednią atmosferę i warunki do rozmowy pacjenta i jego rodziny z lekarzem.

- Nie powinien to być szpitalny korytarz?

- Nawet sala chorych pełna ludzi, będących gośćmi pozostałych chorych na sali. Ustalić co chory już wie o swojej chorobie. To szczególna rola pielęgniarki, która podczas wykonywania codziennych czynności pielęgnacyjnych prowadzi (lub nie) z chorym zwyczajne rozmowy. Na podstawie tego jak chory odnosi się do swojego stanu, jak reaguje na badania, stosowane leki, może określić stosunek chorego do choroby. Pielęgniarka opiekująca się chorym, który właśnie został poinformowany o niepomyślnym dla niego rokowaniu powinna nie odbierać pacjentowi nadziei, nie używać słów: uleczalne i nie uleczalne, nie podawać przykładów tej samej choroby, na którą cierpieli inni pacjenci dla których jej przebieg był tragiczny.

- Czyli bądź przy nim, nie opuszczaj go... zrozum, współczuj, pomóż...

- Święta powinność pielęgniarki. Jeśli pielęgniarka ma z tym problem pomocne może być również myślenie: czego ja, jako pielęgniarka, oczekiwałabym od personelu medycznego, gdy znajdę się w szpitalu w roli chorego… A nie jest to przecież sytuacja niemożliwa!

- Posiadane umiejętności z pewnością przydały się Tobie także w swojej działalności non profit. Za mało masz pracy w szpitalu, że udzielasz się poza pracą w Fundacji Zbieramy Razem, pomagając potrzebującym?

- Zaniedbane dzieci, katowane zwierzęta, ubóstwo, choroby… Tyle złych informacji dociera do naszych oczu i uszu, że w pewnym momencie przestajemy widzieć w tym konkretną, ludzką tragedię. A media donoszą o tych dramatach każdego dnia. Czyż mogłam stać obojętnie wobec tych zdarzeń, gdy tyle osób wyciąga dłoń o pomoc? Gdy wielu biednych, chorych, wykluczonych społecznie nawet nie jest w stanie o pomoc komuś powiedzieć? Nie mogłam! Przepracowałam ponad 20 lat w Klinice Torako - chirurgii, gdzie współpracowałam z wyjątkową koleżanką. Zawsze podziwiałam ją, bo po ciężkich dyżurach chodziła jako wolontariuszka do pracy w hospicjum. Na jej twarzy nigdy nie widziałam zmęczenia. Kiedyś ją zapytałam: Aniu, co ci daje pójście do pracy w hospicjum? Wiadomo, że jest tam dość specyficznie. Z uśmiechem odpowiedziała, że hospicjum bardzo dużo jej daje. Daje coś, czego nie ma w swojej klinice. Czuje się uskrzydlona. I tym ciepłem promieniowała na innych.

- Hm… A wiele osób krzywi się z niesmakiem na samą myśl, że miałoby swój cenny czas i energię poświęcać na robienie rzeczy, które nie przyniosą im korzyści finansowych. Pomaganie obcym? Po co i dlaczego?

- Powiem tak: Barbara Bush, żona Georga H.W. Busha powiedziała, że „Posiadanie wielkiego serca nie ma nic wspólnego z wartością twojego konta bankowego. Każdy ma coś, co może dać innym". Chwila rozmowy z kimś starszym i samotnym, wyjście z osobą chorą na wizytę do lekarza, zrobienie ulotki na akcje charytatywną? Niewiele może nas kosztować. Jednocześnie uczyni świat lepszym.

- To uskrzydla i dodaje mocy?

- To promieniuje. Co damy innym, tym najuboższym, skrzywdzonym, zostaje nam oddane z procentami. Ja to wiem, ty też. Jeśli ktoś jeszcze nie wie, ma z tym problem, niech odpowie sobie na pytanie, kiedy ostatnio pomógł komuś, kto nie jest bliskim, członkiem rodziny? Komuś, kto nie odwdzięczy się prezentem, znajomościami, pomocą w znalezieniu lepszej pracy, załatwieniu czegoś… Trudne pytanie? I niech wie, że życie płata takie figle, że też może podzielić los tamtych ludzi. W mojej klinice spotykam się z różnymi pacjentami. Bywa, że są to bezdomni. Nie stać ich, by podstawowe potrzeby sobie zapewnić. Zdarzyło się, że wyciągnęłam z portfela pieniądze, by kupić biednej osobie piżamę. Moje koleżanki, nie muszę nawet nic mówić, przynoszą z domu jakieś ubrania, by ich ubrać. Wszyscy mamy dużą wrażliwość. Nierzadko pacjenci pomagają innym. To chyba taki normalny, ludzki odruch.

- Fundacja Zbieramy Razem, w której działasz, postanowieniem gdańskiego sądu otrzymała status OPP czyli organizacji pożytku publicznego. To otwiera dla fundacji nowe możliwości w zakresie swojej statutowej działalności?

- Chciałabym zachęcić moje koleżanki żeby rozejrzały się dookoła. To też wyciąganie ręki do potrzebujących, że opowiedzą im o naszej fundacji. Idealnie, gdyby zechciały także pomóc. Proszę was, opowiedzcie o naszej fundacji innym. Bo jest fundacja, która rzeczywiście pomaga. Prawdziwie pomaga.

- Nawet nie w kontekście 1 procenta?

- Każdą złotówką także możemy pomagać innym. Po dwóch latach nieprzerwanej ciężkiej pracy mamy możliwość otrzymywania 1 proc. podatku od darczyńców. To pozwala nam patrzyć z optymizmem na realizację choćby części potrzeb naszych podopiecznych. Nasz KRS 0000 518 797 . Ufam, że dobrych serc nie zabraknie.

- Dziękuję za rozmowę.

 

Podobne Artykuły

Co innym dajesz, do Ciebie wraca...

Rozmowa z Piotrem Barszczewskim, prezesem zarządu Fundacji Zbieramy

Przy blasku świec…

Na wszystko nadchodzi czas... Także na wspomnienia przy blasku świec i pachnącej choince.  O tym,

Obserwuj Nas w Mediach Społecznościowych

Wesprzyj Nas Darowizną

Zapisz się do newslettera